Artykuł ukazał się w WĘDROWIEC - Wrocławskie Zeszyty Krajoznawcze Nr 1/97 (IK 78/W 21)



Kalwaria koło Oleśnicy Małej


Stanisław Jastrzębski

Jest to kalwaria dla mnie szczególna – żadnej z dotychczas opisanych nie poświęciłem tylu starań, by cokolwiek dowiedzieć się o jej początkach, fundatorze, dziejach i pierwotnym wyglądzie… Na próżno!

Pierwszą wiadomość o niej dostarczył mi pod koniec lat osiemdziesiątych Stanisław Gerega z tygodnika „Katolik”, wydawanego ongiś przez PAX. Nie chwaląc się, dzięki mnie on z kolei „zdobył” cały szereg kalwarii do opisania, dzięki czemu to i owo uchroniono od zapomnienia a nawet odbudowano – żeby wspomnieć całkowicie odnowioną i ożywioną drogę krzyżową na Górę Chrobrego w Głuchołazach. Dziś też, dzięki niemu, bo piszę na gorąco, tuż po otrzymaniu przesyłki, wiem, że i on w wypadku kalwarii w Oleśnicy Małej jest bezradny. Wraz z ekipą Schlesisches Wochenblatt, którego jest współpracownikiem pukał do wielu drzwi, rozmawiał ze wszystkimi, którzy cokolwiek na ten temat wiedzieć mogli, nie zapominając nawet o WojewódzkimKonserwatorze Zabytków i …nic. No, nie zupełnie, bo pracownicy WKZ po wizji lokalnej określili wiek kaplic na ponad sto lat, ale z racji braków obrazów, do zabytków obiektu jako takiego nie zaliczyli. Czyli krótko mówiąc, jeśli nie zdarzy się cud – kalwaria skazana jest na dalszą destrukcję.

Jedynym pozytywnym momentem wizyty ekipy z niemiecko-polskojęzycznej gazety była pomoc miejscowych ludzi w wycinaniu krzaków i drzewek na terenie drogi krzyżowej, a jeśli coś z tego faktu ma przejść do historii – niech będą to nazwiska dobrowolnych ratowników. Oto one: Władysław Majdaniu, Tadeusz Mackiewicz, Kazimierz Kłosowski i Franciszek Słodki. O innych nie wspomnę, bo owi „inni” zrobili sobie na tym samym terenie, na skaju lasku wysypisko śmieci i gratów. Nie będę komentował...

A ciekawa to była kalwaria, bo takiej jeszcze moje doświadczone przecież oczy nie widziały! Jedyna jak na razie, która zamiast czternastu kaplic ma ich siedem, ale za to z podwójnymi wnękami na obrazy co pokazuje mój, załączony jak zwykle, rysunek. Solidne, ceglane kapliczki pokryte dachówką i ozdobnymi blaszanymi krzyżykami stoją (już nie wszystkie) na kształt litery „U” wokół ogrodzonej żelaznym płotkiem kapliczki centralnej, w której był jakiś większy obraz – może Modlitwa w Ogrójcu? Całość dopełnia krzyż stojący przed ową kapliczką, co łatwo też z planu wyczytać można.

Wybaczą mi tym razem czytelnicy, że nie będę się silił na podawanie dokładnych wymiarów obelisków. Liczą sobie sporo ponad dwa metry, a ósma „kaplica z obrazem”, choć już bez niego – grubo ponad trzy. Cały obiekt zajmuje kwadrat o boku około trzydziestu metrów. Początek drogi na pewno znajdował się po lewej ręce, jeśli stanąć twarzą do krzyża i centralnej kapliczki. I tyle co o niej powiedzieć można, jeśli nie liczyć faktu, że poszczególne stacje zbudowane są z czerwonej cegły, otynkowanej później.

Jak trafić do szacownych ruin? Wystarczy pojechać autostradą od Wrocławia w kierunku Opola i nieco kilometr na południe za Oleśnicą Małą, jakże charakterystyczną ze względu na wielki obiekt pałacowy byłej siedziby klasztoru Templariuszy (przybyli tu jeszcze przed najazdem mongolskim) a potem rodziny Yorck von Wartenburg, których mauzoleum, w równie opłakanym stanie wskazywano mi jako kalwarię, gdym tu przed laty szukał obiektu swoich zainteresowań, po lewej stronie zobaczymy samotny „gaik” odległy od szosy około siedemdziesiąt metrów. Gdy zima ogołoci drzewa z liści, kapliczki są dobrze widoczne. Kiedy tu byłem w roku 1995, jakaś litościwa dusza zapaliła pod krzyżem światełko. Ktoś więc o kalwarii pamięta. Ale nie zmienia to nic z faktu, że w trzy lata po bytności tu opolskich dziennikarzy, nic się nie zmieniło na lepsze, czego świadkiem byłem ja sam. No, może we wsi rozniosła się wieść, że ktoś się kalwarią interesuje i więcej osób potrafiłoby samotnego krajoznawcę skierować na właściwy trop. Ja przed laty pomaszerowałem stąd do Brzegu niczego nie odnalazłszy, jeśli nie liczyć obejrzanych przez piwniczne okna rozwalonych trumien w mauzoleum, które jednak znajduje się zupełnie gdzie indziej. Dopiero jadąc 18 marca 1990 roku na Międzynarodowy Bieg do Krapkowic, z okna samochodu zobaczyłem kapliczki. Po latach wybrałem się tam, jak zwykle na piechotę ze stacji Lipki za Oławą.

Aby ktoś nie pomyślał, że zmyślam, wyliczę, że przestudiowałem Bibliotece Zbiorów Specjalnych Na Piasku we Wrocławiu bodaj siedem pozycji książkowych, w tym roczniki Ohlauer Heimatbuch, przewodniki po Oławie i okolicach, spacery po Oleśnicy Małej w kilku wariantach – wszystko na próżno.

Nie potrzeba dodawać, że na żadnej z kapliczek nie znalazłem jakiejkolwiek daty, tak jak to „lubi bywać” na górskich kalwariach o stacjach zbudowanych z piaskowcowych bloków.

Pozostaje życzyć czytelnikom, by wpatrując się w mój skromny rysunek, niezbyt może wiernie oddający proporcje, bo kapliczki były chyba bardziej przysadziste – wyobrazili sobie ów mały kawałek poświęconej ziemi – jako żywy obiekt sprzed lat. Bo cóż innego pozostało?

Königstraße

via_regia.jpg

Wer ist online

Aktuell sind 26 Gäste und keine Mitglieder online