Artykuł ukazał się w Magazynie Historycznym
MÓWIĄ WIEKI 2/2002
http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=225

  

Pruski Pogromca Napoleona

 
Stanisław Borkowski

 

Dla młodego Hansa Yorcka koszary były namiastką domu rodzinnego. W wojsku służył od dwunastego roku życia. Był wielkim zwolennikiem twardej dyscypliny w armii. Gdy bez zezwolenia Fryderyka Wilhelma III porozumiał się z Rosją, tak to skomentował: Jeżeli król każe mnie rozstrzelać za to samowolne postępowanie, mające znamiona zdrady stanu, to będę równie spokojnie oczekiwał kuli na kupie piasku, jak i na polu bitwy, na którym posiwiałem.

Yorckowie wywodzili się ze zgermanizowanej polskiej szlachty mieszkającej od niepamiętnych czasów na Pomorzu. Któryś z protoplastów tego rodu,
być może mający problemy z oddychaniem, znany był pod przezwiskiem Charka, chociaż oficjalnie nosił nazwisko Gustkowski. Jak na ironię, z czasem ten właśnie przydomek stał się rodowym nazwiskiem. Niemieccy urzędnicy dość długo próbowali je "ucywilizować" i zgermanizować. W dokumentach pojawiały się zapisy: Horko, Gorko, Jorko, Jork. Formą Yorck rodzina zaczęła się posługiwać w XIX wieku: by wymazać dawne polskie korzenie, wymyślono wówczas bajeczkę o angielskim pochodzeniu rodu. Johann Ludwig David, twórca świetności hrabiowskiego rodu Yorcków von Wartenburgów i bohater naszego opowiadania, urodził się w Poczdamie 26 września 1759 roku. Jego ojciec David Jonathan von Jork był kapitanem grenadierów w Batalionie Lozańskim, walecznym, zdyscyplinowanym żołnierzem, wielokrotnie odznaczanym za bohaterstwo na polu bitwy. Od króla Fryderyka II otrzymał order Pour le Merité. Hans był jego jedynym synem. Trudno się więc dziwić, że dla niego także wymarzył karierę oficera pruskiej armii.

Dla młodego Hansa koszary były namiastką domu rodzinnego. W wojsku służył od dwunastego roku życia w 16. regimencie piechoty w Królewcu. W 1773 roku, już jako podchorąży, trafił do Braniewa do regimentu fizylierów. Szkolił się pod okiem generała von Lucka. Cztery lata później, jako osiemnastoletni młodzieniec, otrzymał stopień porucznika. Jednak służba w armii pruskiej rozczarowała go. Posądzony o niesubordynację, postanowił opuścić nie tylko Prusy, ale i Europę. Zaciągnął się do floty holenderskiej i brał udział w wielu bitwach morskich z Anglikami na Oceanie Indyjskim. W armii holenderskiej służył z wielkim zaangażowaniem, wspinał się mozolnie na kolejne szczeble kariery wojskowej, ale coraz bardziej tęsknił za pruską ojczyzną. Do śmierci króla
Fryderyka II w sierpniu 1786 roku nie miał jednak szans na ponowny angaż w rodzinnym kraju. Dopiero potem znalazł się dla niego etat w batalionie fizylierów w Namysłowie. W 1792 roku został awansowany do stopnia majora. W 1794 roku brał udział w tłumieniu insurekcji kościuszkowskiej, kiedy Prusacy walczyli u boku Rosjan przeciwko Polakom. Pod Szczekocinami batalionowi Yorcka wyznaczono miejsce na lewym skrzydle wojsk pruskich. Śląscy fizylierzy spisali się tam bardzo dobrze, zostali zauważeni i wyróżnieni przez wyższych dowódców, a nawet przez króla.

W 1799 roku otrzymał etat dowódcy regimentu piechoty w Mittenwalde w Prusach Wschodnich. Szybko awansował na podpułkownika, pułkownika, potem generała. Tymczasem w Europie rozpoczęła się ekspansja napoleońska. Generałowie pruscy wierzyli, że ich armia jest w dalszym ciągu niezwyciężona. Że jest inaczej, przekonali się niebawem w roku 1806. Yorck również brał udział w tej srogiej lekcji. Walczył pod Jeną pod rozkazami księcia weimarskiego i okazał się mistrzem uniku – jego oddziały nie zostały przez Francuzów rozbite. Następny etap jego kariery wojskowej rozpoczął się po pokoju w Tylży, gdy został mianowany komendantem Kłajpedy.

Yorck miał bardzo silną osobowość i nie poddawał się emocjom. Był zimny i opanowany, dzięki czemu wychodził cało z najcięższych opresji. Wychowywany od najmłodszych lat w wojskowej dyscyplinie, przysłowiowy pruski dryl uważał za normalny sposób życia, przez co nie lubili go ani szeregowi żołnierze, ani myślący inaczej oficerowie. Był konserwatystą w każdym calu, ale do polityki go nie ciągnęło. Nie silił się więc na wyciąganie wniosków z przyczyn klęski armii pruskiej, uważając, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Reformami ustrojowymi ani naprawą armii się nie interesował, dlatego reformatora barona von und zum Steina uważał wręcz za osobistego wroga. Szczególnie mocno protestował przeciwko zniesieniu poddaństwa w państwie pruskim w listopadzie 1810 roku. Edykt ten nazwał "szyderstwem ze szlachty". Obawiał się, że na skutek reform i zniesienia poddaństwa obniży się dyscyplina w armii. Nie podobały mu się również zmiany w wojsku przeprowadzane przez Scharnhorsta, Gneisenaua i innych dowódców.


Napoleon być geniuszem

Nieudolny król pruski Fryderyk Wilhelm III uległ presji cesarza Napoleona Bonapartego i pozwolił na koncentrację w Prusach wojsk francuskich, szykujących się do kampanii przeciwko Rosji. Ponadto zgodził się oddać do dyspozycji Francji dwudziestotysięczny pomocniczy korpus wojskowy – połowę sił armii pruskiej. Jako rekompensatę za pomoc Prusy po wygranej wojnie miały przejąć rosyjskie prowincje nadbałtyckie. Naczelne dowództwo korpusu powierzono von Yorckowi. Jego bezpośrednim francuskim przełożonym był generał McDonald.

Późną jesienią 1812 roku kontyngent bez większych strat (zginęło ok. 1 tys. żołnierzy) wycofał się do wygodnych koszar w Prusach Wschodnich. Dowódcy z Yorckiem na czele z niepokojem czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Tymczasem w Rosji znalazło schronienie wielu pruskich oficerów niezadowolonych z profrancuskiej polityki króla. Naciskali na Yorcka, by ten opuścił Napoleona przy pierwszej okazji i przeszedł na stronę przeciwników Francji, ale generał był głuchy na podobne sugestie.

Wszystko zmieniło się pod koniec 1812 roku. Wydawało się, że w Prusach wkrótce wybuchnie powstanie przeciwko okupacji francuskiej. Yorck rozumiał, co może grozić monarchii i junkrom, gdy pozostaną po przegranej stronie, i domagał się od króla szczegółowych instrukcji postępowania w razie zamieszek antyfrancuskich. Władca, niestety, niczego sensownego nie potrafił wymyślić. Jego odpowiedzi sprowadzały się do sformułowań: Działać stosownie do okoliczności. Napoleon być wielkim geniuszem, nie przebierać miary (podobno król nie potrafił poprawnie posługiwać się językiem niemieckim).

Kamień i lawina

Yorck zdecydował się działać samodzielnie. 30 grudnia 1812 roku spotkał się dowódcą najbliższego korpusu rosyjskiego generałem Iwanem Dybiczem. Jako miejsce rozmów wybrano młyn położony w pobliżu litewskiego miasteczka Taurogi. Generał Dybicz znał Prusy i Prusaków. Sam urodził się na Śląsku – w Wielkiej Lipie pod Trzebnicą, a wyszkolił w berlińskiej szkole kadetów. Dybiczowi towarzyszyli w rozmowach dwaj byli oficerowie pruscy, służący wówczas w armii rosyjskiej: major von Clausewitz i hrabia Dohne. Szybko zawarto porozumienie, w myśl którego korpus Yorcka w Prusach Wschodnich miał zachować neutralność podczas odwrotu resztek armii napoleońskiej. Umęczeni zimą, rosyjskimi przestrzeniami i walkami żołnierze francuscy musieli zmienić trasy przemarszu. Konwencja tauroska sprawiła jednak, że Rosja stała się de facto nowym protektorem Prus.
Clausewitz, osobiście nie lubiący Yorcka, nazwał jego działanie jedną z najśmielszych akcji w historii tych czasów. Trzeba przyznać, że sytuacja generała po podpisaniu konwencji była bardzo trudna, wręcz tragiczna. Przecież zgodnie z wolą króla stanął na czele pruskiego kontyngentu, aby pomóc Napoleonowi pokonać Rosję. Teraz samowolnie, bez wyraźnego królewskiego rozkazu, opuścił Francuzów, by samodzielnie decydować o losach państwa i jego polityce.

Dawni historycy niemieccy, chcąc ukryć nieudolność króla, twierdzili, że Yorck działał w myśl jego tajnych wytycznych, co nie było prawdą. W liście, który wysłał do Fryderyka Wilhelma III zaraz po podpisaniu konwencji, Yorck pisał: Krok, który zrobiłem, dokonał się bez rozkazu Jego Majestatu. Okoliczności i ważne względy muszą go jednak usprawiedliwić wobec współczesności, i potomności. W dalszej części dodał, że jeżeli król skaże go na śmierć za samowolę, która ma znamiona zdrady stanu, i każe go rozstrzelać, to będzie równie spokojnie oczekiwał kuli na kupie piasku, jak i na polu bitwy, na którym posiwiał. Król rozumiał motywy postępowania Yorcka i prawdopodobnie milcząco je akceptował, ale na wieść o niesubordynacji generała uniósł się gniewem. Odwołał Yorcka ze stanowiska i ogłosił, że wkrótce stanie przed sądem wojennym za zdradę stanu, a jego porozumienie z wrogiem Prus jest nieważne. Konwencja była jednak kamykiem, który spowodował lawinę. Wojska carskie wkroczyły do Prus Wschodnich, a wraz z nimi opozycyjnie nastawieni oficerowie pruscy. Na czele administracji cywilnej w Królewcu stanął znienawidzony przez króla baron Karl von und zum Stein, który kazał zbroić lud, a Yorck utrzymał komendę nad wojskiem.

Tymczasem król był wyraźnie zagubiony. By ratować tron, przeszedł do obozu zwycięzców. W marcu 1813 roku, gdy wojska pruskie (pod dowództwem Yorcka) i rosyjskie wkroczyły do Berlina, wydał odezwę Do mojego ludu. Wywołała ona powszechny entuzjazm Prusaków, podgrzewany przez antyfrancuską propagandę. Walkę przeciwko Napoleonowi odbierano jako prawdziwą wojnę narodową. Mieszczanie i rzemieślnicy zgłaszali się tłumnie do oddziałów ochotniczych, kobiety oddawały kosztowności, robiły szarpie na opatrunki. Jednak pokonanie Francji nie było wcale łatwe. Stoczono jeszcze wiele ciężkich bitew i mniejszych potyczek, w których po obydwu stronach zginęła masa żołnierzy.

Fortel i nagroda

Generał Yorck był twórcą lub współtwórcą wielu pruskich sukcesów militarnych. Lubił przy tym posługiwać się fortelami. Sławę przyniósł mu zwłaszcza jeden, wymyślony na poczekaniu podczas forsowania Łaby w okolicach wsi Wartenburg. Wojska francuskie pospiesznie wycofywały się za rzekę, by utworzyć linię obrony. Przez Łabę przerzucono mosty pontonowe, po których przeprawiła się piechota wraz z artylerią. Prusacy deptali McDonaldowi i jego ludziom po piętach, tak że ci nie zdążyli rozebrać mostów. Jednak przewidując, że przeciwnik będzie chciał z nich skorzystać, ustawili swe działa i spokojnie czekali. Yorck rzeczywiście chciał się przeprawić po francuskich mostach na drugi brzeg. By uniknąć zasadzki, obmyślił sztuczkę: rozkazał, aby część jego oddziałów zaczęła przygotowywać się do wymarszu w dół rzeki. Francuzi, widząc ruchy wojsk pruskich, doszli do wniosku, że najprawdopodobniej chcą zdobyć przyczółki kilka kilometrów dalej. Zabrali więc działa i szybko odeszli w dół rzeki. Prusacy tylko na to czekali – bez strat przeszli na drugi brzeg Łaby.

Generał walczył jeszcze przez wiele miesięcy, zanim wojska napoleońskie zostały pokonane. Zasługi Yorcka zostały nagrodzone. W 1814 roku nadano mu tytuł hrabiowski. W jego nowym, już hrabiowskim, nazwisku Johann Ludwig David hrabia Yorck von Wartenburg upamiętniono fortel spod Wartenburga.
W jego dawnym herbie szlacheckim godłem był krzyż św. Andrzeja lub, jak chcą inni, dwie skrzyżowane belki. Teraz w pięciopolowym herbie hrabiowskim godło to umieszczono w polu sercowym. Dla podkreślenia zasług dla kraju w polu pierwszym i czwartym znalazł się czarny pruski orzeł, a w drugim i trzecim miecz w wieńcu laurowym – symbol chwały żołnierskiej. Tarczę zwieńczyła dziewięciopałkowa korona hrabiowska, a nad nią umieszczono trzy hełmy turniejowe z koronami i klejnotami – czarnym orłem, głową lwa, mieczem w wieńcu laurowym. Tarczę podtrzymywały lew i jednorożec. Zwierzęta te zapożyczone z heraldyki angielskiej (lew z godła Anglii, a jednorożec Szkocji) korespondują z angielskim brzmieniem nazwiska. Pod tarczą znajduje się czerwona wstęga z łacińską dewizą: NEC CUPIAS, NEC METUAS, co można przetłumaczyć: "nie pożądaj ani nie lękaj się". Wydaje się, że ta dewiza dobrze oddawała twardy, żołnierski charakter generała Yorcka.

Bohater szuka domu

Po zakończeniu wojen napoleońskich okazało się, że znany, podziwiany przez wielu bohater narodowy właściwie nie ma gdzie mieszkać. Co prawda, z królewskiej szkatuły wypłacono mu nagrodę, ale pieniędzy było za mało, by kupić jakąś większą posiadłość ziemską z pałacem. Yorck postanowił więc dokładnie wyliczyć królowi i ministrowi skarbu swe zasługi dla ojczyzny. Te zabiegi się opłaciły, ponieważ otrzymał z dóbr królewskich byłą komandorię joannicką w Oleśnicy Małej. Dar niezbyt odpowiadał jego ambicjom, gdyż był to okazały klasztor z kościołem w południowym skrzydle, cmentarzem i budynkami przybramnymi z dzwonnicą. W kryptach pod kościołem i wokół niego znajdowały się groby komturów joannickich i innych zakonników. Hrabia nie chciał mieszkać w klasztorze. Zdecydował się na modernizację i rozbudowę pałacu, usuwając joannickie krzyże i kamienie nagrobne.

Do Oleśnicy Małej sprowadził się z rodziną w 1815 roku. Najpierw kazał przebudować zachodnie skrzydło pałacu. Później sfinansował salę ogrodową, która miała świadczyć o potędze i smaku artystycznym rodziny. Salę, całą wykładaną marmurem, połączono tarasem z ogrodem kwiatowym, który powstał na dnie osuszonego stawu zamkowego. Od południowej strony pałacu urządzono taras winny z oranżerią. Generał (od 1821 roku feldmarszałek) zajął się również najbliższym otoczeniem rezydencji. Las z pięknymi starymi dębami postanowił zmienić na park w stylu angielskim. Rozpoczął od melioracji wodnych, kopania stawów i kanałów, budowy mostków, wytyczania alejek i dróg dojazdowych. Wzdłuż alei posadzono szlachetne drzewa i krzewy. Sadzonki świerków sprowadzono ze szkółek jelczańskich w dobrach hrabiego Saurmy von Jeltscha, a bzy tureckie z pobliskich Psar – ze szkółek hrabiego Hoverdena.

Pochowany w mauzoleum

W 1822 roku hrabia Yorck ustanowił ordynację w swoich dobrach (ok. 3 tys. ha), żeby zapobiec rozdrobnieniu posiadłości. Dziedziczyć miał najstarszy męski potomek rodu. Na dobrach śliwickich ustanowił drugą ordynację przeznaczoną dla wnuka Alberta, który wówczas jeszcze żył. Latem 1828 roku w parku rozpoczęto budowę grobowca Yorcków według projektu słynnego architekta i malarza Karla Friedricha Schinkla. Prace ukończono w końcu 1829 roku. Mauzoleum ma kształt regularnego ośmioboku o średnicy 9 m. Na cynkowym dachu ustawiono mosiężny 1,5-metrowy złocony krzyż. Jego ramiona wskazywały dokładnie kierunek wschód – zachód. W kaplicy pogrzebowej w szerokich niszach do 1905 roku wisiały obrazy olejne przedstawiające rodzinę Yorcka.

Feldmarszałek zmarł
4 października 1830 roku. Pochowano go w krypcie grobowej mauzoleum. Obok sarkofagu ustawiono trumny wcześniej zmarłych członów rodziny. Po prawej stronie spoczął syn Heinrich, po lewej żona Johanna, zmarła w czerwcu 1827 roku, i córka Johanna Berta hrabina von Hoverden, zmarła w 1819 roku. Kronikarz rodu ksiądz Carl Stehr pod datą 4 października 1830 roku zanotował: Zmarł David Ludwig Yorck hrabia von Wartenburg, pruski generał, feldmarszałek, rycerz Pruskiego Królewskiego Orderu Czarnego Orła, Orderu Czerwonego Orła z Liśćmi Dębu, Krzyża Wielkiego I i II klasy, Orderu z Żelaznym Krzyżem, Cesarskiego Austriackiego Krzyża Komandorskiego, Orderu Marii Teresy, carskich orderów: Aleksandra Newskiego, św. Jerzego II klasy, św. Włodzimierza II klasy, Medalu za Odwagę z Brylantami, francuskiego Oficerskiego Orderu Wielkiego Legii Honorowej. Dalej następowało wyliczenie jego bogatych dóbr.

Rodzina Yorcka kultywowała pamięć dzielnego antenata. W oleśnickim parku wystawiono mu piękny pomnik, autorstwa rzeźbiarza Raucha. Stanął tam także pomnik konwencji tauroskiej, ufundowany przez jego prawnuka Heinricha Yorcka von Wartenburga w setną rocznicę jej podpisania. W mauzoleum, które szczęśliwie przetrwało burze dziejowe, znajduje się sarkofag ze szczątkami generała. W parku przetrwał też nagrobek Siwka, ukochanego konia, na którym przebył swój szlak bojowy.

Königstraße

via_regia.jpg

Wer ist online

Aktuell sind 52 Gäste und keine Mitglieder online